środa, 8 lipca 2015

Rozdział 5



*Harry

Po cudownej pobudce, ubrałem się i zeszedłem do chłopków. Tak naprawdę to nawet się nie wyspałem. Ta przeklęta zmiana czasowa.
Mieliśmy wieczorem dać koncert, a ja czułem się jakby jakaś krowa mnie przeżuła i wypluła.
O tak! Harry Styles właśnie zmartwychwstał i nadchodzi!
Westchnąłem i z ociąganiem wyszedłem na patio, gdzie siedziała reszta.
Szedłem, szedłem i szedłem, musiałem głupio wyglądać. Szedłem z opuszczoną głową i szorując nogami. Normalnie 5 latek!
Dobrze, że byliśmy w strefie, gdzie nasze fanki nie miały dostępu. Dziś nawet nie miałem siły na uśmiech, a co dopiero na tłum napierających na mnie dziewczyn.
-Harry co się stało z twoimi włosami? -usłyszałem znajomy głos
-z moimi włosami? -zapytałem odwracając się do tyłu.
Minęła dłuższa chwila za nim zorientowałem się, że znalazłem się w wodzie. Nie była ona zimna, ale na tyle chłodna żeby mnie otrzeźwić i nie pozwolić mi utonąć.
Wypłynąłem na powierzchnię, złapałam się boku basenu i usłyszałem odpowiedź Zayna.
-trochę ci oklapły -roześmiał się.
-czuję się oświecony -dodałem wychodząc z basenu. Czy chęć utopienia ich nie była za bardzo wygórowana?
-co to jest... mokre i pożąda tego dziewięćdziesiąt procent lasek na świecie? -zapytał Damien podsuwając mi krzesło.
-no...
-Harry Styles -rzucił, a reszta się roześmiała.
-dobra chłopaki, mnie też miło was widzieć -odezwałem się wreszcie.

*Julia

-to chyba jakieś jaja -krzyknęłam
-no Julies! Proszę! -przede mną na kolana upadła Fi.
Patrzałam na nią i nie wiedziałam czy jest przy zdrowych zmysłach.
-Fi, czy coś brałaś? -zapytałam
-nie, Julia proszę -błagała mnie
-Fi zrozum... przecież to jest głupie -krzyknęłam
-ale...
-przecież tam będą tłumy ludzi. Tyle przepychania, przez głupi koncert...
-to nie głupi koncert! -odparła obrażona.
Sprzeczałyśmy się tak chyba z jakieś dziesięć minut, za nim mama nie przyszła nas uspokoić.
-dziewczyny, dochodzi północ. Niektórzy chcieliby spać.
Spojrzałam na nią i miałam ochotę zacząć krzyczeć, aby książę Alex nie mógł spać, za to, ze rano nie pomógł mi z autem. Jednak tylko się uśmiechnęłam.

Fi nie dawała mi spokoju dopóki się nie zgodziłam na wycieczkę na stadion Wembley. Na samą myśl o takiej wycieczce bało mnie na wymioty.
-może by tak przedstawić jej Zayna -powiedziałam do siebie patrząc na śpiącą Fi. Może to by ją odwiodło od takich „podróży”.
Nie mogłam spać. Wzięłam telefon do ręki, dochodziła trzecia . W myślach policzyłam jaka jest różnica godzinowa między Londynem a Tokio.
-tam musiało być jakieś południ, albo jakoś tak -powiedziałam głośno. Fi lekko się poruszyła.

Ja: Puk Puk
Harry: wiesz, że narażasz się na gigantyczne koszta??

Czytając tą wiadomość roześmiałam się.
Ja: mój ojczym płaci rachunki. Ucieszy się :)
Wpatrywałam się chyba w telefon z piętnaście minut. Żadnej wiadomości zwrotnej. Po pół godzinie zwątpiłam i położyłam się spać.
Wstałam średnio wyspana, ale to nic nowego. Spojrzałam na zegarek stojący obok łóżka. Dochodziła siódma rano.
Sprawdziłam telefon. Miałam dwie wiadomości.
Harry: przepraszam, miałem mały wypadek z telefonem.
Sprawdziłam kiedy otrzymałam wiadomość, godzinę temu.
Harry: Twój ojczym musi być najszczęśliwszym facetem na świecie.

Roześmiałam się budząc przy tym Felicję.
-co się drzesz w środku nocy? -zapytał mnie zaspany głos.
-Fi jest już siódma -odparłam.
-miło -powiedziała i nakryła sobie głowę poduszką. Uśmiechnęłam się i odpisałam Harremu.
Ja: coś zrobił biednemu telefonikowi?

Tak naprawdę to ja sama płaciłam za swój telefon. Najwyżej w tym miesiącu cała wypłata pójdzie na zapłacenie rachunku z telefon. Oczywiście mama najpierw dostanie zawału, a później na mnie nawrzeszczy.
Punkt 12.
Rachunki za telefon nie powinny płacić dzieci. Ale jak już płacisz za nie sam, to nie przejmuj się tym co mówią o tym rodzice.

Harry nie odpisywał. Może w dalszym ciągu nie ma telefonu, albo nie ma czasu.
Pewnie zwiedza Tokio i nie ma czasu na pisanie z takim rudzielcem jak ja.

*Harry
Mieliśmy akurat próbę, gdy mój telefon zakomunikował, że dostałem wiadomość. Miałem ochotę rzucić wszystko i odpisać Juli. Tak wiedziałem, ze to ona.
Byłem tak rozkojarzony, że aż zacząłem śpiewać nie do rytmu. Spojrzałem na chłopków, którzy wiercili wzrokiem dziurę w mojej głowie.
-Hazz! -krzyknął Liam
Uśmiechnąłem się. Dobrze przynajmniej, ze nie pomyliłem słów.

Spiąłem wszystkie mięśnie, aby się skupić. Ostatecznie zapomniałem o telefonie i wiadomości na niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz