„Rozdział jest nie ocenzurowany.
Może zawierać przekleństwa i obraźliwe słowa”
*Harry*
Budzik dzwonił i dzwonił, a ja miałem
to daleko w poszanowaniu.
Nagle poczułem jak coś spycha mnie z
łóżka. Wylądowałem twarzą na podłodze.
Uniosłem się na ramionach i
potrząsnąłem głową. Podniosłem się i o mało nie dostałem
zawału.
W moim łóżku leżała kobieta!!!!
wczoraj przecież nic nie piłem i
pamiętam, że nie kładłem się do łóżka z żadną kobietą.
Poszedłem do drugiego pokoju, gdzie
spał Loui. Otworzyłem drzwi i od razu zasłoniłem oczy, po jego
pokoju paradowała naga laska!
-Louis, kurwa! -miałem nadzieję, że
mój krzyk go obudzi.
-Hazzzzzzzz -wymamrotał i machnął
ręką w stronę dziewczyny -to jest Ju, przyjaciółka mojej siostry
-wyjąkał
-a ta Pani w moim łóżku?-zapytałem
-nie poznałeś mojej siostry? -zapytał
podnosząc się z łóżka
-wystarczyło mi zobaczyć tonę włosów
na mojej poduszce, aby o nic nie pytać -wyrzuciłem z siebie zły
-nic nie powiem... Juli -odparł i
wyszczerzył zęby w uśmiechu -przepraszam, że wrzuciłem ci
Felicite do łóżka.
-ej, kolego. Twój telefon wibruje i
wibruje -usłyszałem za sobą kobiecy głos.
Wyrwałem dziewczynie telefon i
wychodząc z pokoju Louisa czytałem wiadomości.
Julia: żyjesz?
Julia: Harry...
Julia: martwię się!
Julia: Harry!!!!!!
Julia: jak zaraz nie odpiszesz to
wsiądę w pierwszy lepszy samolot... ale jak Cię znajdę, to Cię
zabiję!!!!
Ja: żyję, żyję... kochanie :*
Julia: już myślałam, że coś się
stało...
Ja: miałem wczoraj lekkie problemy ze
sobą, a dziś mam przewidzenia :)
*Julia*
Siedziałam w kawiarni i czytałam
wiadomości od Harrego, a raczej to ja pisałam, a on czytał.
-Julies -Fi usiadła obok mnie -ucałuj
tego twojego Harrego, nawet nie wiesz jak się cieszę, że...
-podziękujesz jutro -wtrąciłam
-może później pójdziemy poszukać
kiecek na bal?
-ojciec pożyczył mi kasę
-wyszeptałam
-to możemy zaszaleć
-o tak, tylko nie mów, nic mojej mamie
-się wie -odparła i wróciła do
pracy.
Ja dziś się leniłam. Felicja od
kiedy dowiedziała się o załatwionych wejściówkach, traktowała
mnie jak królową.
Cookie: miałem wczoraj lekkie problemy
ze sobą, a dziś mam przewidzenia :)
Ja: a co się stało?
Cookie: mój bałwanowaty przyjaciel
przyniósł jakieś wino. Ścięło wszystkich
Ja: chciał się po prostu was pozbyć
:)
Cookie: chyba tak :P
Ja: widziałeś białe myszki?
Cookie: nie... kobietę w moim łóżku
:)
Poczułam jak przez moje ciało
przechodzi nieprzyjemny prąd. Uśmiechnęłam się blado, choć
przynajmniej tak mi się wydawało.
Ogarnęła mnie złość. Miałam
ochotę coś stłuc. Moja zazdrość...
Cookie: wyobrażasz sobie, że
człowiek, który uważa się za mojego przyjaciela, wpakował mi do
łóżka swoją siostrę! Nawet mnie nie obudził...
Nie przekonywały mnie jakoś jego
wyjaśnienia.
Ale musiał mieć śmieszna minę jak
się obudził... nie, nie, nie, nie, przecież mógł kłamać!!
Cookie: powiedział, że nic Ci nie
powie :)
Zacisnęłam dłoń na telefonie. Byłam
delikatnie o niego zazdrosna. Uderzyłam telefonem o blat stolika.
Zwróciłam tym na siebie uwagę gości. Wyszczerzyłam zęby w
uśmiechu.
-Julio -usłyszałam nad sobą głos
Lucka
-Luck -odparłam
-mogę się przysiąść? -zapytał
-wolny kraj, rób co chcesz -odparłam.
Wzięłam do ręki telefon, który zaczął wibrować.
Luck usiadł obok mnie.
-pomyślałem sobie, że może
wybierzemy się razem na bal.
-zapraszasz mnie na bal? -zapytałam
zdziwiona.
-tak, chciałabyś iść ze mną na
bal? -zapytał, a ja o mało nie parsknęłam śmiechem.
Co on sobie myślał? Teraz po tym jak
zostawił mój numer na stoliku?!
-nie bądź...
Mój telefon zaczął dzwonić. Nie
patrząc kto dzwoni, odebrałam.
-halo -wymamrotałam
Usłyszałam lekkie westchnienie.
-Julio -rzucił zachrypnięty głos.
Spojrzałam na wyświetlacz i o mało
serce mi nie wyskoczyło z piersi.
-Harry -wyjąkałam
-wszystko ok? -zapytał, a mnie
zabrakło języka w gębie -nie odpisujesz. Martwiłem się...
-pracuję-udało mi się z siebie
wyrzucić.
-tylko nie myśl, że ja coś z tą...
-w porządku, Harry -odparłam
Zrobiło mi się ciepło na sercu.
Jakby się nie martwił to by nie zadzwonił, a jakbym nie chciał być uczciwy to by nie pisał mi tego.
-Harry idziemy -usłyszałam
przytłumiony głos z oddali.
-muszę już iść -powiedział z lekkim westchnieniem
-Harry, chodź -krzyknął ktoś obok
niego.
-rozumiem -rzuciłam.
Usłyszałam lekkie zgrzyty,
charczenie.
-cześć, Julio. Przepraszam, że
zabieram Twojego chłopca, ale musimy iść -przerwał -a ja
przyznaję się, że to ja wrzuciłem mu swoją do łóżka.
-Lou -usłyszałam głos Harrego
-masz,pożegnaj się
-Julio
-Harry
-do zobaczenia -rozłączył się.
A ja siedziałam i wpatrywałam się
jak głupia w telefon. Miał taki znajomy głos. Dałabym sobie uciąć
rękę, że gdzieś już go słyszałam.
-Julio, to jak? -z zamyślenia wyrwał
mnie głos Lucasa
-nie bądź śmieszny -odparłam.
Wstałam z miejsca i ruszyłam w stronę zaplecza.
Miałam ciągle w głowie głos
Harrego.
*********

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz