„Rozdział nie jest ocenzurowany.
Może zawierać przekleństwa i obraźliwe słowa”
*Harry
Jest czwartek rano, tak mi się
przynajmniej zdaje. Nie wiem, czy czasem nie przespałem całego
swojego życia.
Louis przyniósł wczoraj do naszego
pokoju butelkę z dziwną cieczą. Niby to było wino, ale po jednym
łyku zwalało człowieka z nóg.
-czy czujecie się tak samo jak ja?
-zapytał Liam
-chyba gorzej -odparł Naill
-Lou, co to było? -zapytał Liam
-nie wiem -wymamrotał Lou -facet w
barze na dole mówił, że to wino
-chciałeś nas zabić -wyjąkał Naill
-Hazz, żyjesz? -zapytał Liam
-powiedzmy -powiedziałem podnosząc
się z podłogi
-to było super! -powiedział Louis,
idąc w moje ślady -myślicie, że pozwolą nam to zabrać do domu?
-nic nie będziemy zabierać -odparłem
Ledwo trzymałem się na nogach. W
mojej głowie wszystko kręciło się jak na karuzeli.
Chwyciłem za butelkę z której
wczoraj piliśmy. Brak jakiejkolwiek nalepki. Tak naprawdę to
mogliśmy wypić truciznę!
Jakoś dowlokłem się do łazienki,
gdzie znalazłem swoje ubranie i telefon.
Julia: jesteś
wielki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
:*
Dobrze, że nic jej nie odpisałem, to
mogło się źle skończyć.
Ja: Witaj Julio. Jeśli nie będę się
odzywał, to wiedz, że to wina mojego przyjaciela...
Wysłałem wiadomość i wszedłem pod
prysznic. Tak naprawdę to nie czułem się pijany, tylko miałem
potwornego kaca, albo coś co go przypominało.
*Julia
Miałam właśnie matematykę, kiedy
dostałam wiadomość. Na szczęście matematyczka była stara i
ślepa. Wyciągnęłam telefon i odczytałam SMS-a.
Cookie: Witaj Julio. Jeśli nie będę
się odzywał, to wiedz, że to wina mojego przyjaciela...
Ja: a co... zabrał Ci go? :)
Harry jednak nie odpisał. Trochę się
niepokoiłam, ale przecież mnie uprzedzał, że nie będzie pisał.
Punkt 13
Jeśli chłopak pisze, że nie będzie
pisał, to tak będzie. Szkoda Twoich nerwów.
Wróciłam do domu, a Harry dalej nie
dawał znaków życia.
W salonie przed telewizorem siedział
Alex. Był otoczony pudłami i jakimiś papierami. Wkurzyłam się,
bo chciałam obejrzeć film.
-nie masz gabinetu? -zapytałam
Alex odwrócił się w moją stronę,
był cały czerwony na twarzy.
-jak widać -odparł
-a mógłbyś znaleźć sobie inne
miejsce? -zapytałam podchodząc do niego
-nie mogę -odparł
Na stoliku, obok niego leżał mój
rachunek. Mój uśmiech o mało nie przemienił się w „uśmiech
Jokera”.
Chwyciłam go, Alex z hukiem przykrył
go swoją dłonią
-nie grzeb mi w moich papierach
-wyrzucił z siebie
-to jest mój rachunek! -krzyknęłam
-tak, na moje nazwisko -odparł
spokojnie
-nikt ci nie kazał kupować mi
telefonu!
-przestań krzyczeć -wyszeptał
Zmierzyłam go wzrokiem, on zrobił to
samo. Uniosłam wysoko brwi. Alex wyglądał inaczej niż zawsze.
Miał przekrwione i podpuchnięte oczy. Usta, którymi do mnie
przemawiał, były chyba popękane. Nachyliłam się nad nim, aby
lepiej się mu przyjrzeć,ale oczywiste było to, że nie wypuściłam
z dłoni rachunku.
-co się stało? -zapytał, a raczej
wyjąkał
Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale
wyciągnęłam dłoń w jego kierunku i dotknęłam jego czoła. Była
ze mnie kiepska pielęgniarka, ale mogłam na oko ocenić, że ma
gorączkę.
-jesteś chory
-jasne -odparł ściągając moją dłoń
ze swojego czoła
-jesteś chory, gdzie mama? -zapytałam
-miała jakieś ważne spotkanie, wróci
jutro -wyszeptał
-jak to?
-zostawiła ci w kuchni kartkę
-gdzie jest Damien -zapytałam
-ostatnio widuję jego buty, ale jego samego już nie.
-chyba wyszedł z Zakiem -odparł
-Zayn -poprawiłam go
-tak z nim.
Dobra, dobra. My tu gadu, gadu a ja bym
chciała zobaczyć rachunek. Lekko się nad nim pochyliłam i szybko
wyprostowałam. Ta kwota nie była przyjazna dla oka. W ogóle nie
była przyjazna
-już zobaczyłaś? -zapytał
O mało nie upadłam z wrażenie. Ta
kwota na rachunku przekraczała pięciokrotnie to co płacę!
-chyba tak -odparłam siadając obok
niego.
-nie chcę cię wyganiać, ale ja tu
pracuję -rzucił w moim kierunku
Spojrzałam na niego wkurzona.
Przepraszam bardzo, ale byłam dla niego miała, a on mi tu z takim
tekstem?
-tata nigdy mnie nie wyganiał odparłam
zła. Wiedziałam, że wzmianka o moim ojcu podziała na niego jak
czerwona płachta na byka.
-to dobrze, że nim nie jestem -rzucił
przez zęby
-też się z tego powodu cieszę
-mówiąc to wstałam.
Mimo to, że się cieszyłam, że nie
był moim ojcem, jego słowa mnie zabolały. Nie wiem dlaczego!
Myślałam, że zaraz się rozpłaczę.
Co się ze mną dzieje?!
-Julio -usłyszałam przyciszony głos
Alexa.
*******
Pisząc to opowiadanie założyłam, że będzie się składać z 30 rozdziałów, a teraz?
a teraz to nawet nie wiem ile jeszcze będzie rozdziałów :D
*
ostatni rozdział przed weekendem :P
*******
********
******


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz