czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 27 (Harry, mówi ała i testament spisuje)


„Rozdział nie jest ocenzurowany. Może zawierać przekleństwa i obraźliwe słowa”

*Harry
Miałem ochotę wyć do księżyca. Bolało mnie jak diabli krocze. Myślałem, że już się nie podniosę i tu umrę.
Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego, że mnie pobije!
-dupek -usłyszałem jak wstaje -jak dowiem się, że robiliście sobie ze mnie jaja, to zabiję najpierw ciebie, Styles, a później mojego brata -rzuciła nade mną.
O Boże, o czym ta dziewczyna pieprzy? Kurwa, jaki brat?!
-Julka -jęknąłem.
Musiałem się podnieść i tak zrobiliśmy niezłe widowisko. Oparłem czoło o ziemię i ukląkłem. Kątem oka zobaczyłem, że ludzie przyglądają nam się z dużym zainteresowaniem. Jeszcze mi tego brakowało! Tłum ludzi!
Mimo wielkiego bólu, podniosłem się.
-idziemy -szepnąłem
-nigdzie z tobą nie idę!
-to Harry Styles! -krzyknął ktoś za mną
-kurwa, wiedziałem!
Podszedłem do Juli i przerzuciłem sobie ją przez ramię.
-postaw mnie, debilu -krzyknęła
Sam miałem ochotę krzyczeć. Chciałem, żeby się zamknęła, ale wolałem swoje myśli zostawić dla siebie.
Musiałem przebiec dość spory kawałek. Mimo, że Julia była lekka jak piórko, to jej wrzaski, pięści na moich plecach i bolące krocze nie pomagały.
Ostatecznie wsadziłem ją do auta i podałem jej swoją bluzę.
-okryj się -powiedziałem do niej
-słuchaj, Harry...
-to ty posłuchaj... zrób to o co cię proszę -wyszeptałem
Julia z niechęcią spełniła moją prośbę. Ruszyłem powoli. Z każdej strony machały mi dziewczyny i robiły zdjęcia. Nie chciałem, aby ktokolwiek zrobił zdjęcie Juli.
Wyjechaliśmy na główną ulicę. Ściągnąłem lekko moją kurtkę z jej twarzy.
-widzisz co zrobiłaś? -zapytałem lekko się uśmiechając
Dostałem SMS-a. Nie odrywając oczu od drogi wyciągnąłem telefon z kieszenie.
Julia: jesteś głupi! Nienawidzę Cię!!!!!!!!!
Popatrzałem na nią. Śmiać mi się chciało.
-Julio...
Dostałem kolejnego SMS-a.
Julia: nie rozmawiaj do mnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Przekomiczna sytuacja. Roześmiałem się. Musiałem się gdzieś zatrzymać. Zjechałem na pobocze.
-słuchaj... tak jestem głupi. Nie powinienem był zatajać kim jestem -rzuciłem
-wymyśliłeś to wszystko z moim bratem! -krzyknęła.
Zaczęły mnie już boleć uszy od jej krzyków. Nie lubiłem kiedy chciałem z kimś porozmawiać a ta osoba krzyczała i piszczała. Louis już głuchnie, a ja chyba zaraz też.
-nie znam twojego brata -wyszeptałem
-nie bądź głupi, Styles! -wrzasnęła.
Chyba zaraz ją uduszę!
-kim jest twój brat?! -teraz to już ja krzyknąłem
-nie rób z siebie idioty! -przerwała -teraz mi jeszcze powiesz, ze nie znasz żadnego Damiena Gilesa -roześmiała się.
-co powiedziałaś? -zapytałem. Miałem nadzieje, że się przesłyszałem
-Damien Giles -powtórzyła
-chyba jaja sobie robisz -odparłem i zwróciłem się twarzą w jej stronę. Ciągle miała na głowie moja bluzę.
-nie
-o kurwa! -krzyknąłem. Oparłem głowę o kierownicę -nie żyję -jęknąłem
-Harry -powiedziała dotykając mojego ramienia
-mam przerąbane -odparłem odwracając twarz w jej stronę. Lekko się uśmiechnąłem
-to znaczy, że mój bart nie ma żadnego pojęcia o...
-nie -szepnąłem -i mnie zabije -dodałem
Nagle ktoś zaczął pukać w szybę od mojej strony. Odwróciłem się w tamtą stronę.
Skamieniałem. Obok mojego auta stał policjant. Jeszcze mi tego brakowało.
Otworzyłem okno.
-dzień dobry, panie władzo -zacząłem
-wie pan, że nie wolno tu parkować? -zapytał
-przepraszam, nie zauważyłem -wyjąkałem -moja dziewczyna źle się poczuła.
Policjant zajrzał do środka. Julia siedziała w dalszym ciągu pod moja bluzą. Przyglądał nam się dziwnie.
Miałem ochotę, aby krzyknął „Harry Styles! Mogę autograf” Oczywiście nie chodziło mi o taki autograf na mandacie.
-dobrze. Niech pan jedzie -rzucił.
Odetchnąłem z ulgą i odjechałem. Usłyszałem śmiech Juli.
-z czego się śmiejesz? -zapytałem
-myślałam, że zaraz poprosi cię o autograf -rzuciła
-miałem taką nadzieję -mówiąc to zerwałem jej bluzę z głowy -lubię na ciebie patrze -wyszczerzyłem zęby
-Harry...
-naprawdę
-nie gadaj głupot, tylko mów gdzie jedziemy.
-jedziemy coś zjeść -odparłem.
I na tym skończyła się nasza rozmowa. Dwadzieścia minut później zatrzymałem się pod hotelem. Po minie Juli można było odgadnąć, ze nie jest zadowolona.
-to nie tak jak myślisz -szepnąłem
-to po co mnie tu przywiozłeś? -zapytała
-był wybór. Albo jedziemy do mnie, albo tutaj. -przerwałem -nigdzie indziej nie da się w spokoju zjeść i porozmawiać.
-dobrze -rzuciła
-nałóż to -podałem jej swoje okulary i bluzę -nałóż kaptur na głowę a nie całą bluzę.
Na szczęście posłuchała to co do niej powiedziałem. Wtedy pomogłem jej wysiąść. Objąłem w pasie.
Chciałem ją jak najbardziej ukryć przed gapiami, którzy na nas widok przystanęli.
-Panie Styles -powiedział recepcjonista, jak tylko zbliżyliśmy się do niego -ten pokój co zawsze? -zapytał
Skinąłem głowa w odpowiedzi i poczułem jak Julia depcze mi stopę. Chyba źle zrozumiała „ten co zawsze”
odebrałem kartę i zaciągnąłem ją do windy.
-zdarza mi się tu nocować -powiedziałem -sam lub z chłopakami -dodałem
Nic nie odpowiedziała.
Wjechaliśmy na piąte piętro. Gdy drzwi się otworzyły puściłem ją przodem.
Byliśmy już pod drzwiami, gdy drzwi na przeciwko otworzyły się. Wyszła z nich SARA!
Przygarnąłem szybko Julię do siebie. Z jakiem uderzyła twarzą o moją klatkę piersiową.
-Harry -przywitała się
-Saro -odparłem sztywno. Cały czas trzymałem we mnie wtuloną Julię. Stała posłusznie, co mnie trochę dziwiło.
-gratuluję -rzuciła przechodząc obok nas.
Słabo mnie interesowało to co mówiła. Przecież to była jednorazowa przygoda, która była niezobowiązująca.
Dobra, może tylko z mojej strony. Myślałem jednak, ze jest na tyle inteligentna, że to zrozumie.
-dziękuję -odkrzyknąłem do niej.
W odpowiedzi pokazała mi środkowego palca. Musiałem się powstrzymać, aby się nie roześmiać.
-Harry, dusze się -usłyszałem stłumiony głos Juli.
-przepraszam -mówiąc to poluźniłem uchwyt. Nie miałem jednak zamiaru jej puszczać. Za dobrze mi się ją trzymało w ramionach.
-Twoja ex? -zapytała
-można tak powiedzieć.
-aaaaaaa, przygoda na jedną noc -rzuciła z uśmiechem
-nie będziemy o tym rozmawiać -odparłem zły.
-no tak. Czego tu się spodziewać? Harry Styles, jest znany z wielu romansików -roześmiała się.
-odgryzasz się za to, że cie okłamałem? -zapytałem, gdy przekroczyliśmy próg apartamentu.
-tak, żebyś wiedział -mruknęła -okłamałeś mnie, a ja nie cierpię kłamstwa! -krzyknęła.

-a ja nie cierpię, jak ktoś na mnie krzyczy! -wrzasnąłem.

****
zapomniałam wam napisać pod rozdziałem 26, że bd malutki maraton z ich spotkania :)

****
0:2 dla Julia :D

2 komentarze: