wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 26 (spotkanie na szczycie)


„Rozdział jest nie ocenzurowany. Może zawierać przekleństwa i obraźliwe słowa”

*Julia
Rano wstałam wypoczęta. Miałam ochotę skakać i skakać!!!!

Punkt 15
Gdy serce Ci skacze, wiedz, że to pierwsze objawy choroby, która zwie się MIŁOŚĆ.

Weszłam do kuchni i przywitała mnie cisza. Zrobiło mi się smutno. Kogoś jednak brakowało w domu.
Usiadłam na krześle i napisałam SMS-a do Alexa.
Ja: brak śniadania. Kto zrobi śniadanie Twojej królowej :(
Dostałam wiadomość. Myślałam, że to od Alexa, ale się pomyliłam.
Cookie: Witaj :) widzimy się o 15 w „Zapałce”
Ja: rozumiem aluzję :P
No właśnie, kto by nie zrozumiał?
Cookie: będę w czarnej bluzie. Na stoliku będzie leżała czerwona róża :)
Ja: Harry...
Cookie: do zobaczenia :*
Ja: Harry...
Dostałam kolejną wiadomość. Trochę się zmartwiła, że na wyświetlaczu wyświetliła się wiadomość od Alexa.
Alex: to dziś Twojemu paziowi usługują... Królowa niech ruszy tyłek i sama sobie zrobi.d
Ja: odwiedzę Cie i uduszę poduszką!
Alex: czekam...
-co za świnka! -krzyknęłam
-kto taki? -zapytała mama, która właśnie weszła do kuchni.
-Alex -odparłam -dobra muszę zrobić sobie sama śniadanie.
Mama usiadła i głośno westchnęła.
-bez Alexa, to nawet śniadania nie ma. Za dużo od niego wymagamy -wyszeptała
-mamo -przytuliłam się do jej pleców -będzie dobrze
-mam taką nadzieję.
*
Fi dziś miała jakiś ważny wyjazd z rodzicami, wiec do szkoły musiałam się dostać jakoś sama.
Przy samym wejściu natknęłam się na Marikę. To była jedna osoba na świecie, która mogła zepsuć mi humor.
-witam -rzuciła podchodząc do mnie.
-ja ciebie też -odparłam i przyśpieszyłam kroku
-uciekasz? -zapytała z uśmiechem
-nie -przystanęłam -nie mam po prostu czasu na głupoty.
Marika podeszłą do mnie bliżej i lekko pchnęła na ścianę.
-słuchaj, idiotko -wyrzuciła przez zęby -Lucas jest mój i nie wasz się go ruszać -syknęła
-a bierz go sobie! -odparłam i wyminęłam ją.
Nie miałam naprawdę ochoty wysłuchiwać takich głupot. Przecież ja nawet nie chciałam tego głupka Lucka.
-posłuchaj mnie dziwko! -rzuciła w moją stronę.
Przystanęłam i zacisnęłam dłonie w pięści. Wdech i wydech. Wdech i wydech. Wdech i wydech. Ruszyłam dalej. Byłam zła, ale nie mogłam dać się sprowokować. Niech sobie mówi i myśli jak chce.
-Julio, poczekaj -usłyszałam głos Lucka.
-czego chcesz? -zapytałam nie zatrzymując się.
-to jak, zgodzisz się? -zapytał i złapał mnie za rękę.
-zapomnij! Idę z kimś innym -mówiąc to wyrwałam mu rękę.
*
Dziś lekcje ciągnęły się w nieskończoność. Nie mogłam się skupić na niczym. Serce łomotało mi tak mocno, że myślałam że wszyscy w klasie to słyszą. W raz z ostatnim dzwonkiem wybiegłam ze szkoły. Miałam pół godziny, aby dotrzeć do „Zapałki”. Wsiadłam w autobus.
Przed drzwiami kawiarni stanęłam za pięć piętnasta. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Rozejrzałam się w około. Nigdzie nie widziałam chłopaka w czarnej bluzie z różą.
Podeszłam do lady i zamówiłam wodę.
-widzę, że bardzo często na siebie wpadamy -nad moją głową usłyszałam głos Lucka. Jeszcze jego mi tu brakowało!
-po prostu łazisz za mną -rzuciłam
-to co piękna, pójdziesz za mną na ten przeklęty bal?
-czego nie zrozumiałeś w słowie „NIE”? -zapytałam
-jesteś po prostu obrażona -odparł
-a kto by nie był? -zapytałam -zostawiłeś mój numer w cukierniczce! -krzyknęłam
-myślałem, że znajdzie go któraś z tych twoich przyjaciółek -powiedział przybliżając się do mnie.
Odsunęłam się od niego i jeszcze raz rozejrzałam się po sali.
-no daj spokój, Julio -złapał mnie za rękę
-słuchaj, jestem z kimś umówiona -wyrwałam mu swoją dłoń z jego.
-i niech zgadnę, ten ktoś cię wystawił... -roześmiał się.
Chyba miał racje, było już prawie dziesięć po. Westchnęłam zrezygnowana, gdy mój telefon zaczął brzęczeć.
Cookie
-Harry -rzuciłam
-jeśli chciałaś mnie wystawić, to przynajmniej mogłaś mnie powiadomić.
-ja? Czekam na ciebie. Gdzie jesteś?
-ja również czekam -rzucił.
Rozejrzałam się po sali, szukając chłopaka, który rozmawia przez telefon. Tylko jeden z nich wyglądał podejrzanie. Miał czarną bluzę na sobie i kaptur na głowie.
-widzę cię -rozłączyłam się
-zaproś Marikę -rzuciłam do Lucka i ruszyłam w stronę zakapturzonej postaci.
Na jego stoliku leżała czerwona róża.

To był Harry. Serce podeszło mi do gardła, kiedy siadałam na przeciwko niego.
Patrzał tylko na mnie, a przynajmniej tak mi się wydawało. Przez jego czarne okulary nie było widać oczu.
Nawet się nie odezwał, tylko się uśmiechnął, a mnie zmroziło. Mogłam dać sobie uciąć rękę, że gdzieś już widziałam ...
-witaj, Julio -wyszeptał.
O Boże, ten głos! To był...
Sięgnęłam do jego okularów. Dałam radę ściągnąć je tylko do połowy jego nosa, bo złapał mnie za nadgarstek.
To był on... kurwa, to był Styles! Cholera... to był Harry Styles!
-to jakiś żart, tak? -zapytałam
-to cały czas byłem ja, Julio -odparł
-to wszystko wymyślił mój brat, tak? -zapytałam
-nie znam twojego brata, Julio
-nie rób z siebie idioty, Styles -syknęłam
-przepraszam, czy mogę coś jeszcze podać? -w słowo weszła mi kelnerka
-sprzedajecie może wodę na wiadra? -zapytałam
-nie
-to ja dziękuję -powiedziałam i wstałam -do widzenia -rzuciłam i wyszłam.
Byłam na środku parkingu, gdy czyjaś dłoń złapała mnie za rękę.
-Julka, poczekaj -szepnął Harry
-Julka? Ja ci dam Julkę -uderzyłam go z całej siły torebką w tył głowy.
-ała... Julio
-zamknij się, idioto! -krzyknęłam
-Julio, posłuchaj...
-powiedziałam, że masz się zamknąć -krzyknęłam i kopnęłam go w kostkę.
Harry zaczął podskakiwać na jednej nodze.
Dobra wyglądał komicznie, ale byłam na niego zła więc nie czas na śmiech.
Kutwa to był Styles, to cały czas był Styles.
Kurde, pisałam cały czas ze Stylesem. To wszystko wyjaśnia.
-dupek -mruknęłam
-Julio...
-daj mi pomyśleć -odparłam
-Julio, posłuchaj...
-powiedziałam, że masz mi dać pomyśleć! -krzyknęłam i uderzyłam go kolanem w krocze.
Harry się zatoczył i upadł na ziemię. Jęczał i trzymał się za swoje klejnoty. Chciało mi się śmiać.
Znowu go pobiłam. Stanęłam nad nim i roześmiałem się. Chyba byłam jedyną osobą na świecie, która w tak krótkim czasie powaliła na ziemię tyle razy Stylesa.
-Harry, właśnie jak tam twoja warga?
-dobrze -jęknął
Przykucnęłam przy nim.
-wiesz, że powinnam cie teraz zabić?
-tak -wymruczał

-dupek -syknęłam i podniosłam się -jak dowiem się, że zrobiliście sobie ze mnie jaja, to zabiję najpierw ciebie, Styles, a później mojego brata!

********
Jak myślicie, czy Julia wybaczy Harremu? :D
***
Dziś ostatni raz możecie zadać pytania :P
zapraszam!!!!!!!!

6 komentarzy:

  1. Kochammm ten rozdziaĺ!!! szczególnie moment, gdy ona wali go w krocze. Niezapomniane uczucie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Harrego to też pewnie był nie zapomniany moment 😂
      cieszę sie, że się podoba...

      Usuń
  2. Jezu, fajnie by było gdyby mu wybaczyła albo jeszcze lepiej jakby on o nią walczył i wygrał
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny *.* jesteś niesamowita :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaaaaa... nie pisz tak, bo jeszcze obrosnę w piórka:)
      a tak poważnie to dziękuję :)
      bardzo się cieszę, że się podoba.
      pozdrawiam :*

      Usuń