z dedykacją do Petty P.
*Julia
Miałam motyle w brzuchu. Jutro miałam
się spotkać z Harrym!!!
Nikt nie mógł mi popsuć humoru.
Nawet chodzący i marudzący po kuchni Alex.
-dzień dobry -rzuciłam w jego stronę
-dzień dobry -odparł zdziwiony
Ja: Witam, Harry :* miłego dnia
kochaniutki :)
-brałaś coś? -zapytał Alex
-dlaczego? -zapytałam uśmiechając
się
-nigdy od rana nie byłaś taka
radosna.
-po prostu się wyspałam
To była prawda. Naprawdę się
wyspałam.
Cookie: miłego dnia kochanie :)
dobranoc :*
No tak, trochę za szybko do niego
napisałam. Musiał smacznie spać, a ja go obudziłam. Chciałam mu
wysłać wiadomość z przeprosinami, ale się powstrzymałam . Nie
chciałam go ponownie budzić.
-nie ma co go budzić -wymamrotałam
pod nosem.
-coś mówiłaś? -zapytał
-nie -odparłam -Fi przyjechała. Idę
-rzuciłam i pocałowałam go w policzek.
Chyba była tak samo zdziwiony, tym co
zrobiłam, tak samo jak ja. Od kiedy we mnie zaszła taka zmiana.
Przecież go nawet nie lubiłam.
-Julies, co jest? -zapytała Fi
-zrobiłam głupotę -odparłam
-odmówiłaś, Harremu? - zapytała
szybko
-nie, oczywiście, że nie -odparłam z
uśmiechem
-to co się stało?
-byłam bardzo miłą dla Alexa
-rzuciłam
*
Weszłam do szkoły, praktycznie całe
ściany byłby zakryte plakatami związanymi z balem.
-chłopcy, się nieźle spisali, co?
-zapytała Fi
-nie inaczej -powiedziałam
-no, no, no -usłyszałam głos Marki
za swoimi plecami. Ale nawet ona nie mogła mi dziś popsuć humoru.
-witaj -odparłam uśmiechając się.
-słabo ci to w tym roku wyszło
-wskazałam na plakat
-też tak myślę -odparłam
-jesteś beznadziejna i ta twoja
impreza też -wysyczała
-jak ci minął weekend? -zapytałam
powstrzymując Fi, aby nie wydłubała jej oczu.
-tatuś zabrał mnie na Wembley
-rzuciła -a Ciebie? O przepraszam, zapomniałam, że ciebie tatuś
nie chciał!
Wzięłam głęboki oddech i
uśmiechnęłam się do niej. Nie mogłam dać się sprowokować.
Obie startowałyśmy na królową balu,
więc źle by to wyglądało jakbym teraz ją uderzyła.
-my też byłyśmy -wtrąciła się Fi
-przy samej scenie
-jasne -rzuciła.
Odchodząc uderzyła swoim ramieniem o
moje. Lekko zatoczyłam się do tyłu.
-żmija! -krzyknęła za nią Fi
-Fi, daj spokój -powiedziałam i
ruszyłam w stronę klasy, gdzie miałyśmy mieć angielski.
*Harry
Wstałem, a raczej zwlekłem się z
łóżka. Poczułem cudowny zapach kawy.
-kawa, kawa -jęknąłem
-Harry, śpisz? -usłyszałem głos
mamy
-nie
-to wstań, zrobiłam ci śniadanie.
Tak, musiałem wstać.
-mamo -krzyknąłem. Odpowiedziała mi
cisza.
Spojrzałem na zegarek, było już po
piętnastej.
-śniadanie o piętnastej. Witaj w
domu, Harry! -krzyknąłem do siebie.
Sięgnąłem po telefon. Pamiętam, że
rano pisała do mnie Julia.
Ja: dzień dobry, Julio :)
Odłożyłam telefon i udałem się do
łazienki. Potrzebowałem czegoś co mnie otrzeźwi.
Miałem do zaplanowania jutrzejszego
dnia, więc musiałem mieć trzeźwy umysł.
Zszedłem na dół. Mama siedziałam
przy stole. Wyglądało jakby na mnie czekała.
-mamo -rzuciłem
-Harry -wstała i przytuliła mnie do
siebie -jak się za tobą stęskniłam, synku
-ja za tobą też, mamo
Trochę się krępowałem kiedy mama
siedziała i patrzała jak jem. Nie przeszkadzało mi jak chłopaki
mi się przyglądali, ale mama to była inna sprawa.
-tęskniłam za tobą, synku
-wyszeptała.
Moja ręka zastygła w połowie drogi
do moich ust.
-kocham cię, mamo -odparłem
*Julia
Cookie: dzień dobry, Julio :)
Ja: witaj, raz drugi, Harry :)
Odłożyłam telefon i spojrzałam na
drzwi prowadzące do mojego domu.
Weszłam do środka i pierwsze co
zobaczyłam, to leżącego na podłodze Alexa.
Wyglądał dość dziwnie. Podbiegłam
do niego.
-Alex, co jest? -uklękłam przy nim.
Nie odzywał się, miał zamknięte
oczy. Naprawdę się przestraszyłam.
-Alex -poklepałam go po twarzy.
Usłyszałam cichy jęk. Odetchnęłam
z ulgą. Przynajmniej żył. Jednak nie było z nim żadnego
kontaktu.
Zadzwoniłam do szpitala. Nie widziałem
co mam zrobić.
-Alex -szepnęłam -tylko mi nie
umieraj! -krzyknęłam -słyszysz mnie?
Byłam rozpaczano, nawet jeśli nie
darzyłam go sympatią, to na pewno się o niego martwiłam. W jakimś
stopniu mnie wychowywał, a po za tym nie wiem, czy moja mama by
sobie bez niego poradziła.
-o czym ja w ogóle myślę -krzyknęła
do siebie, akurat wtedy, gdy do drzwi zadzwonił dzwonek. Poszłam
szybko otworzyć. To byli ratownicy.
-co się stało? -zapytał jeden z
nich.
-nie wiem. Przyszłam do domu, a on tak
już leżał -odparłam.
*
-mamo -szepnęłam do słuchawki -Alex
jest w szpitalu.
-co? -krzyknęła
-przyjedź szybko -odparłam
Ja: Harry, przepraszam... jestem w
szpitalu :(
Cookie: co się stało? Gdzie jesteś?!
Ja: nic mi nie jest. Mój ojczym...
Cookie: pomóc Ci jakoś?
Ja: nie trzeba, Harry. Dziękuję :*
Odłożyłam telefon. Z pokoju Alexa
wyszedł właśnie lekarz.
-Panie doktorze -krzyknęłam za nim
-słucham
-czy z Alexem wszystko w porządku?
-lekarz spojrzał na mnie
-jesteś kimś z rodziny? -zapytał
-to mój ojciec -odparłam
-z twoim tatą wszystko ok. Miał tylko
lekki wstrząs mózgu.
-dlaczego zemdlał? -zapytałam
-prawdopodobnie przemęczenie -rzucił
i odszedł
Chwilę potem do szpitala weszła mama.
Jej lament było słychać od samego wejścia.
*
Gdy mam dyskutowała z Alexem w pokoju,
ja odczytałam wreszcie wiadomość od Harrego.
Cookie: to nici z jutrzejszego
spotkanie :(
Ja: o czym Ty mówisz?! Ja się
doczekać nie mogę!
Cookie: ja tym bardziej :D
Ja: gdzie się spotkamy? Jak Cię
rozpoznam?
Cookie: wszystkiego dowiesz się jutro
:)
*******
Jeśli macie jeszcze jakieś: "pytania do bohatera" możecie dodawać je jeszcze pod tym rozdziałem :D
pozdrawiam :*


Mogłabym wiedzieć kiedy będzie następny rozdział? :D
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie nie mogę się doczekać ich spotkania :P
Pozdrawiam :*
Jutro 😁
Usuńpozdrawiam
Wspaniały rozdział !:*
OdpowiedzUsuńDziękuję 😉
Usuń