Z dedykacją dla Justyna Nachman
"Rozdział
nie jest ocenzurowany. Może zawierać przekleństwa i obraźliwe
słowa."
*Julia
Harry
nie odzywał się cały dzień. Mimo tego, że pisaliśmy kilka dni,
bardzo mi go brakowało. Przy nim mogłam być sobą. Nie musiałam
przyklejać do twarzy uśmieszku. Tak naprawdę to nie musiałam się
wysilać, aby być dla niego miłą, po prostu byłam i było mi z
tym dobrze.
Z
godziny na godzinę coraz bardziej się denerwowałam. Harry nie nie
pisał. Wiem, jestem głupia ale...
wreszcie
uderzyłam się w głowę, przecież tam musiała być już noc,
ale...ale...
Dochodziła
dwudziesta, gdy wreszcie sama z siebie napisałam.
Ja:
Harry... wszystko ok?
Harry:
Harry zalał robaka, dziś już nie jest komunikatywny
ja: he?
A Ty kto?
Harry:
Jeden z czterech krasnoludków :)
Ja:
bardzo mi miło...
Harry:
a tak naprawdę to jestem Loui, jego pierwsza żona :P
Roześmiałam
się. Bardzo dobrze dobrane imię. Nie odpisałam na tą wiadomość.
Im dłużej patrzałam na telefon tym bardziej to wszystko wydawało
mi się dziwne.
Westchnęłam
i poszłam się umyć. Nie doszłam nawet do drzwi łazienki, kiedy
mój telefon znowu zawibrował. Otworzyłam wiadomość, którą
otrzymałam.
Harry:
Julio... moja piękna Julio
Wyszczerzyłam
zęby w uśmiechu. Teraz już doskonal wiedziałam kto do mnie
napisał. Tylko jedna osoba używała w moim kierunku tyle słodziku.
Ja:
Harry...
Harry:
Jestem piękny...
Ja:
Harry, ta Twoja skromność mnie przeraża
Harry:
Ty jesteś piękna
Ja: idź
lepiej spać
Harry:
nie uciekaj ode mnie piękna julio!!!!!!!!!!!
Nie
odpisałam mu. Nie miałam ochoty na dyskusje z kimś pod wpływem
alkoholu, choć z Harrym chętnie bym popisała, ale nie dziś!
Weszłam
do łazienki. Fi miała łazienkę wielkości dużego pokoju. Stała
w niej wanna i prysznic. Z faktu, że nie miałyśmy żadnych oporów
z Fi co do swojej nagości, mogłyśmy korzystać z łazienki w tym
samym czasie.
Fi
pokazując mi środkowego palca rozłożyła się w wannie, więc mi
został prysznic.
*Harry
Otworzyłem
oczy.
-Boże
umarłem -wymamrotałem. Czułem jak bucham jeszcze alkoholem. Cztery
godziny snu nie poradziły sobie z ilością procentów w moim
organizmie, ale przynajmniej się rozebrałem.
Doczołgałem
się do łazienki, dosłownie się doczołgałem. Odkręciłem zimną
wodę i wszedłem pod jej strumień.
-Fuck!
-krzyknąłem. Od razu wytrzeźwiałem.
Wyszedłem
spod prysznica szybciej niż wszedłem. Otuliłem się ciepłym
szlafrokiem.
Trochę
się zdziwiłem, że mój telefon leży obok umywalki. Odblokowałem
go i szeroko otworzyłem oczy. Wczorajszego dnia tworzyłem
zdumiewające poematy.
Ja: nie
uciekaj ode mnie piękna julio!!!!!!!!!!!
Spojrzałem
na poprzednie wiadomości. O mało oczy nie wyskoczyły mi z orbity.
-Louis!
-krzyknąłem, w odpowiedzi usłyszałem chrapniecie. Spojrzałem na
swoje łóżko, odetchnąłem z ulgą, gdy zobaczyłem śpiącego
Liama.
-lepszy
Liam niż jakaś dziewczyna. -powiedziałem do siebie podchodząc do
łóżka. kopnąłem w zwłoki leżące na łóżku.
-mamo..
jeszcze chwila -wymamrotał Liam
-chyba
zaraz rzygnę -usłyszałem głos Nailla. Odwróciłem się w jego
stronę i zobaczyłem jak podnosi się z podłogi przy kanapie.
-co wy,
kurwa robicie w moim pokoju?
-nie
krzycz proszę... -wyszeptał Naill trzymając się za brzuch.
Gdzieś
z przedpokoju wyłonił się Loui całkiem nagi. Na jego prawym boku
uwiesiła się jakaś blond piękność. Od kiedy rozstał się z El
zaczęło mu odbijać.
Przetarłem
dłońmi twarz. Musieliśmy mieć tu wczoraj niezłą imprezę
-nawet
nie chcę wiedzieć co tu się działo -wyszeptałem -gdzie Zayn i
De? -zapytałam
-no
właśnie -wymamrotał Liam próbując podnieść się z łóżka.
-chyba
zgubili się w klubie -powiedział Loui
-chyba
zaraz... -usłyszałem głos Nailla, który pobiegł do łazienki.
Włożyłem
bokserki i zszedłem do recepcji. Musiałem znaleźć chłopków.
Swoim dziwnym ubiorem zwróciłem na siebie uwagę. Nawet nie wiem
ile zdjęć mi zrobiono.
Musiałem
ich znaleźć. Zayna znalazłem śpiącego na kanapie. Zdziwiłem
się, że nikt go stąd nie wyrzucił, ani nie obległy go fanki.
-Zayn...
gdzie De? -zapytałem
-mnie
szukasz? -odwróciłem się. Wypuściłem powietrze z ust. Na
szczęście znalazłem ich. -no kolego, masz odpowiedni strój
wyjściowy.
-doprawdy
-odpowiedziałem i spojrzałem na dwie dziewczyny, które obejmował
Damian.
Z
pomocą Damiena zawlokłem Zayna do mojego pokoju. Chłopaki jakoś
do siebie doszli i teraz siedzieli w około małego stolika na
balkonie. Ktoś przyniósł wodę mineralną.
-teraz
ktoś mi powie co tu się działo? -zapytałem kładąc Zayna na moim
łóżku.
-gościu,
zapytaj lepiej co tu się nie działo -odpowiedział Damien-dwanaście
lasek chciało z tobą wyjść z klubu, Harry. Dwanaście!! -dodał
-wszystkie dwanaście w twoim łóżku, ale ty nie! Zacząłeś
pieprzyć o jakiejś Juli!
-Julia
-usłyszałem chórek z balkonu.
-to
chyba się cieszę, ze obudziłem się z nimi w pokoju.
-co się
z tobą dzieje, Harry?! -zapytał Damien -dwanaście żywych lasek z
tobą w łóżku! Chłopie!
Skrzywiłem
się. Nawet mnie to jakoś specjalnie nie bawiło.
-idę
się ubrać -odparłem -wracam i idę spać, a was tu nie ma być
-spojrzałem na swoje łóżko -a te zwłoki też ze sobą zabierzcie
-wskazałem na Zayna
*Julia
-umarłam?
-zapytałam samą siebie.
Czułam
wszystkie kości i mięśnie. Fi praktycznie całą noc spała na
mnie. Nigdy na myśl by mi nie przyszło, ze taka drobna dziewczynka
może narobić tyle szkód. Nie myślałam, dopóki nie zaczęłyśmy
u siebie nocować.
-Julian
-wymamrotała mi do ucha Fi -idź pierwsza do łazienki.
Wygrzebałam
się spod kołdry i poszłam do łazienki. Jak w transie umyłam się
i ubrałam w kombinezon. Musiałam dziś wyglądać elegancko, ale
bez przesady.
Lekki
makijaż i byłam już gotowa. Fi jeszcze kwitła w łóżku.
-myślę,
że kiedyś cię zabiję -powiedziałam do niej -przecież wiesz, że
dziś nie mogę się spóźnić.
Po
wielu przekleństwach wymierzonych w moim kierunku, Fi wstała z
łóżka i doprowadziła się do porządku. Dosłownie do porządku.
Felicja po wstaniu z łóżka wyglądała jak własną śmierć.
*
W
szkole jak zawsze było tłocznie, wiele osób do mnie podchodziło,
aby się przywitać. Oczywiście połowy nie znałam, albo nie
pamiętałam ich imion.
Na
długiej przerwie miał odbyć się apel dla starszych klas.
byłam
przewodniczącą, wie dziś musiałam przedstawić swój plan co do
balu. Myślałam, ze odgryzę sobie dłonie za nim wejdę na scenę.
Gdy
usłyszałam swoje imię wywoływane przez dyrektora, o mało nie
posikałam się ze strachu.
Weszłam
na scenę i miałam ochotę umrzeć.
-witajcie
-wydukałam -pewnie chcecie usłyszeć co z balem -dodałam -wiec
pomyślałam, od trzech lat organizuję bale, ten rok jest dla mnie
waży. Więc chciałabym, żeby ten bal był nie zapomniany
-przerwałam i po chwili dodałam -chciałabym, żeby w tym roku
panował styl dowolny. Każdy ubierze to co che, nie będę narzucać
jakiegokolwiek stylu. A sale można by było udekorować w stylu
disco -zakończyłam. Nikt się nie odzywał.

Nareeeszcie!!! Swietny rozdzial, na serio, usmialam sie :D
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło, że się podobało :)
Usuń