*Julia*
Tak jak myślałam,
dzień w szkole naprawdę nie należał do cudownych. Ktoś wiecznie
coś ode mnie chciał, a jedna laska o mało nie wyrwała mi nogi, bo
tak bardzo chciała zobaczyć moje buty.
Na moje ogromne
szczęście lekcje mijały dość szybko i wraz z ostatnim dzwonkiem
mogłyśmy razem z Fi udać się na swoją zmianę w kawiarni.
Piątek!!!
piąteczek!!! piątunio!!!! uwielbiałam weekendową pracę, a poza
tym musiałam odrobić moje piękne buty,które mimo wszystko okazały
się bardzo wygodne.
Pod koniec naszej
zmiany do kawiarni wszedł Luck. O mało serce mi nie wyskoczyło z
piersi. Tak bardzo się w nim kochałam.
Ja byłam królową
szkoły a on królem, ale nie było między nami nic...
dziś po raz
kolejny postanowiłam uderzyć. Tylko nie miałam na czym zapisać
mojego numeru. Bloczek do zamówień właśnie mi się skończył, a
za nim bym poszła na zaplecze, któraś z dziewczyn pewnie by go
obsłużyła. Jedną rzeczą, którą miałam właśnie pod ręką
było pudełko zapałek. O tak, właśnie Luck przecież pali!!!!
Na pudełku
narysowałam serduszko, pod spodem zapisałam swój numer, a w
serduszku napisałam „Zadzwoń: Julia”
Położyłam
pudełko na tacy z zamówieniem i podeszłam do niego.
-Luck -wyszeptałam
-o cześć Julia
-odparł i zabrał się za jedzenie
-smacznego
-wymamrotałam i odeszłam.
*Harry*
Założyłem
kaptur na głowę i poprawiłem włosy pod nim, włożyłem czarne
okulary, które zasłoniły mi pół twarzy i westchnąłem. Przez
ostatnie dwie godziny rozdawałem autografy i szczerzyłem się jak
głupi do obiektywów. ostatecznie udało mi się uciec i schować
się w jakiejś kawiarni. W kawiarni „Pod Klonem”, uniosłem
wysoko brwi.
Miałem cichą
nadzieję, ze nikt nie zwróci na mnie szczególnej uwagi, ale
wystarczyło moje jedno spojrzenie na kelnerkę, aby zrozumieć jak
bardzo się myliłem.
Zebrałem w sobie
resztkę sił i czekałem na wybuch radości, krzyki, ale usłyszałem
coś co mnie bardzo zdziwiło.
-dzień dobry, co
podać? -popatrzała na mnie z szerokim uśmiechem, który
odwzajemniłem.
-mocną kawę,
poproszę -odparłem
-oczywiście
-odpowiedziała. Jednak nie odeszła, więc spojrzałem się na nią
uśmiechając. -mógłbyś dać mi autograf? -wyszeptała kładąc
swój kajecik na mój stolik.
-czemu szepczesz?
-zapytałem cicho
-żeby nikt mnie
nie usłyszał -wyszeptała tak cicho, jakby zdradzała mi największy
sekret. Uśmiechnąłem się szeroko. Już ją polubiłem.
-dziękuje
-szepnąłem -jak ci na imię
-Margaret...
wziąłem od niej
długopis i napisałem „Dla Pięknej Margaret, Harry Styles”
Oddałem jej
kajecik, a ona przyłożyła go do piersi. Szybko odeszła ale po
chwili wróciła z parującą kawą.
-to smacznej kawy
Styles -wyszeptałem sam do siebie sięgając po cukierniczkę.
Miałem ochotę wsypać do kawy jej całą zawartość, ale po chwili
zastanowienia stwierdziłem, że to mógłby być początek wielu
chorób. Westchnąłem i uniosłem wieczko cukierniczki z zamiarem
wsypania jednej łyżeczki cukru.
-jednej Styles
-wyszeptałem do siebie.
Nie patrząc na
zawartość włożyłem łyżeczkę do cukierniczki, ona jednak
natrafiła na coś twardego. Zajrzałem do środka i uniosłem wysoko
brwi. W cukierniczce było małe pudełeczko. Miałem wrażenie, że
ktoś coś tu przemyca, a ja chętnie dziś bym skorzystał.
Wyciągnąłem
pudełko i ze zdziwieniem stwierdziłem, że to zapałki. Otworzyłem
pudełko i moim oczom ukazały się małe czerwone łepki siarki. O
tak na pewno to były zapałki, ale przecież przed wejściem wisi
tabliczka „Zakaz Palenia”
-przemyt doskonały
-powiedziałam pod nosem.
Odwróciłem
pudełko i mnie zamurowało, gdy zobaczyłem czerwone serduszko, a w
nim napis „Zadzwoń: Julia”
*Julia*
Obudziłam się
dość późno jak na moje możliwości, dobrze że była sobota.
Spojrzałam na telefon, brak jakichkolwiek wiadomości. Wstałam z
łóżka i kopnęłam butelkę po winie. Tak wczoraj przesadziłam,
ale co miałam zrobić? Luck po raz wtóry mnie olał, a ja go tak
kocham.
Punkt 4.
Jeśli chłopak
olewa Cię po raz trzeci, daj sobie z nim spokój. On nie jest wart
twojego zbłaźnienia się. Wzięłam notatnik do ręki i zapisałam.
Punkt 5.
pij zawsze w
łóżku, przynajmniej masz pewność, jak do niego dotarłaś.
Punkt 6.
nigdy nie
zostawiaj butelki po alkoholu obok łóżka, wrzuć ją pod,
przynajmniej ominie Cię wizyta w szpitalu.
Punkt 7.
Daj sobie spokój
z miłością nieodwzajemnioną, ona tylko zasłania Ci widok na
resztę świata.
Zapisałam i
odłożyłam z rozmachem notatnik. Tak zapomnij! Ale ja przecież go
tak bardzo kocham. Przyciągnęłam telefon do serca modląc się o
wiadomość. Telefon zaczął wibrować i usłyszałam „Masz
wiadomość”.
Otworzyłam ją i
zmrużyłam oczy. Nieznany numer...
unknown: znalazłem
Twoje pudełko zapałek :D
ja: naprawdę?
Przecież ja nie palę! Słaby podryw koleś!!!
I nagle się
zreflektowałam. Pudełko zapałek? O Boże... to był Luck!!!!
unknown: naprawdę
je znalazłem :( wczoraj w kawiarni...
I teraz serce
naprawdę zaczyna mi szybciej bić. Mam ochotę skakać po łóżku.
Punkt 8. Nadzieja
matka głupich, ale ona bardzo kocha swoje dzieci. Ona przecież
umiera ostatnia.
Ja: Luck, to Ty?
*Harry*
Julia: Luck, to
Ty?
Czytałem ta
wiadomość i oczyma wyobraźni widziałem brunetkę obgryzającą
paznokcie z zdenerwowania. Teraz już wiedział, że dziewczyna nie
zostawiła tego pudełka przypadkowo. Zostawiła je dla kochasia o
imieniu Luck, który najwidoczniej albo nie zauważył tej
wiadomości, albo po prostu koleś ją olał.
Z kwaśną miną
odpisałem.
Ja: broń mnie,
przed takim imieniem!!! :D
Julia: kim jesteś
i czego chcesz?
Ja: tylko oddać
Ci twoją własność.
Julia: wyrzuć
je...
Julia: nie, nie
wyrzucaj! Zniszcz je, tak aby nikt inny nie zdobył mojego numeru!
Dziękuje, do widzenia.
Spojrzałem na
wiadomość i ściągnąłem brwi. Ta jej chłodna uprzejmość mogła
każdego zniechęcić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz