„Rozdział
nie jest ocenzurowany. Może zawierać przekleństwa i obraźliwe
słowa”
*Harry
Otworzyłem
jedno oko. Budzik brzęczał mi pod samym uchem, ale dałbym uciąć
sobie rękę, ze zostawiłem telefon na stoliku.
Gdzieś
nad ranem przeniosłem się do łóżka, spanie na fotelu nie należy
do przyjemności.
Wziąłem
telefon do ręki, wyłączyłem budzik. Była szósta rano.
Fuck!
Co się dzieje? Przecież ustawiłem ten pieprzony budzik na siódmą.
Usiadłem
i rozejrzałem się po pokoju. W fotelu, na którym prędzej spałem
siedział Loui.
Teraz
wiedziałem przez kogo spotykają mnie tak „miłe” niespodzianki
od samego rana.
-zbiję
cie -wymruczałem
Loui
uśmiechnął się.
-kiedy
chciałeś mi zdradzić tą wielką tajemnicę? -zapytał
-jaką?
-no tą,
że nadal piszesz z tą Julią i że... Ty... do niej... -powiedział
podnosząc się z fotela
-Lou...
-zacząłem i tak naprawdę nie wiedziałem co mam powiedzieć.
Zacząłem
się śmiać.
-nie
dziwię się, że biorą nas za parę. Zachowujemy się jak stare
małżeństwo.
-o tak
-dodał -czuję się zdradzony -wyszeptał z uśmiechem -ale tak
poważnie to... myślałem, że mi powiesz jak się zakochasz -dodał
szeptem
-ej,
ej... nie wybiegajmy tak w przyszłość -Louis roześmiał się
-jesteś
głupi -odparł. Pokazałem mu środkowego palca -dostałeś
wiadomość -wziąłem telefon do ręki -mam nadzieję, Harry, że
jak dojdziesz ile to jest dwa dodać dwa, to mi powiesz -mówiąc to
wyszedł.
Julia:
dostałam rachunek za telefon :(
Przetarłem
oczy dłonią, wiedziałem, że tak będzie.
Ja:
prześlij mi go na maila. Zapłacę go.
Odłożyłem
telefon, chciałem iść wziąć prysznic.
Julia:
nie śpisz już?
Ja: tu
jest już przed siódmą rano. Podam Ci maila, a ty mi wyślesz ten
rachunek.
Julia:
po pierwsze nie, bo będziesz znał mój adres, a po drugie nie, bo
ojczym mi go zabrał. Nawet nie wiem ile na nim jest:(
Uśmiechnąłem
się.
Ja:
podziękuj tatusiowi, że płaci MOJE rachunki :D
Julia:
żebyś wiedział, że mu powiem. Będzie ucieszony.
Sięgnąłem
po swoje rzeczy na półce. Coś z nich wypadło. Nachyliłem się i
zobaczyłem, ze na ziemi leży pudełko zapałek.
Ja:
dobra... może wróćmy do sedna sprawy, Julio
Julia:
do jakiej sprawy?
Ja: jak
mam Ci odesłać to pudełko zapałek?
Julia:
matko i córko, już dawno o nim zapomniałam :)
Julia:
już Ci pisałam, wyślij mi SMS-em D:
Ja:
bardzo śmieszne :P
Julia:
wyślij mi pocztą...
Wyszczerzyłem
zęby w uśmiechu. Zapowiadało się dobrze.
Ja:
podaj adres
Julia:
chyba śnisz! Sam przecież pisałeś, że jesteś zboczeńcem !!! :D
Ja: no
tak, to jak niby mam Ci je wysłać poczta?
Julia:
no nie wiem, może Harry Potter użyje swojej magicznej różdżki i
zrobi abrakadabra :P
Ja:
mówisz i masz, kochanie
Julia:
oczywiście, a teraz przepraszam. Idę spać
Ja:
dobranoc :*
Julia:
miłego dnia Harry :*
Wziąłem
szybki prysznic i ubrałem się. Musiałem znaleźć Louisa. Tylko on
mógłby mi pomóc.
*Julia
Spojrzałam
na telefon. Harry miał dar poprawiania mi humoru. Od kiedy Alex
zabrał rachunek jakoś mi się nie uśmiechało.
Byłam
jednak zdziwiona faktem, że Harry chciał za niego zapłacić.
Dlaczego ostatnio wszyscy chcieli za mnie coś płacić?!
Jednak
nie byłam zła na Harrego, tylko na Alexa.
Z
uśmiechem na twarzy usnęłam. Śniłam o Harrym, tylko dlaczego on
miał twarz Harrego Stylesa!!!
*Harry
Dzisiejszy
dzień nie był taki straszny, na jaki się zapowiadał. Nawet nie
byłem tak mocno zmęczony.
Napisałem
do Juli SMS-a.
Ja: po
całym dniu pracy czuje się jak nowo narodzony :)
Nie
odpisała, pewnie była zajęta, ale nie miałem o to do niej
pretensji.
-Louis
-krzyknąłem za przyjacielem. Zatrzymał się -masz coś?
-zapytałem.
Przy
śniadaniu, poprosiłem go o pomoc. Na moje szczęście zgodził się,
choć po jego głupiej minie wiedziałem, ze przy okazji coś knuje.
-jeszcze
nie, ale... -zadzwonił jego telefon -pogadamy później.
Odszedł
zostawiając mnie samego. Stałem na środku holu jak głupi. Chyba
wyglądałem jak laska porzucona przez faceta. Ostatecznie wzruszyłem
ramionami i poszedłem do swojego pokoju.
Otworzyłem
drzwi i zacząłem ściągać buty. Rzuciłem je w kąt obok drzwi.
Wszedłem
do sypialni i stanąłem jak wryty. Nigdy bym się nie spodziewał
zobaczyć to co zobaczyłem.
Nie po
prostu mam zwidy. O tak na pewno mam zwidy. Odwróciłem się tyłem
do postaci, która siedziała na łóżku. Miałem nadzieję, że jak
się odwrócę jej już tam nie będzie.
-Harry
-usłyszałem głos Sary.
Włożyłem
dłonie we włosy i roześmiałem się. To był chyba jakiś żart.
-Saro,
co tu robisz? -zapytałem odwracając się w jej stronę.
-przyleciałam
do ciebie -wyszeptała kładąc się na łóżku.
-do
mnie -powtórzyłem -jeśli chcesz iść na drinka to się zbierajmy,
bo jestem zmęczony.
-nie
przyleciałam tu na drinka, Harry -otworzyłem szeroko oczy. Boże co
ta kobieta ode mnie chciała.
-Saro,
jestem zmęczony
-chodź...
rozluźnimy się oboje -wyszeptała z uśmiechem na twarzy.
-wiesz,
nabawiłem się ostatnio wszystkich chorób wenerycznych jakie
istnieją, więc nici z seksu -Boże, co ja pieprze?!
-jesteś
zabawny, Harry -mówiąc to podeszłą do mnie, położyła dłonie
na mojej klatce piersiowej i rozerwała mi koszulę -lubię te twoje
tatuaże -szepnęła.
Czułem
się jak małe dziecko w ramionach cioci Halinki.
-Harry
mam adres tej twojej Juli -usłyszałem głos Louisa. Odwróciłem
głowę w jego stronę. Patrzał na nas z otwartymi ustami. -chyba
przeszkadzam -zaczął wycofywać się w stronę drzwi.
-Loui! -krzyknąłem za nim. Wreszcie mogłem się wyswobodzić z objęć Sary. Podszedłem do przyjaciela -adres -powiedziałem i wyciągnąłem rękę. Loui powoli włożył kartkę w moją dłoń.
-Loui! -krzyknąłem za nim. Wreszcie mogłem się wyswobodzić z objęć Sary. Podszedłem do przyjaciela -adres -powiedziałem i wyciągnąłem rękę. Loui powoli włożył kartkę w moją dłoń.
-dupek
z ciebie, Hazz -dodał wychodząc.
Miałem
adres, a teraz musiałem pozbyć się Sary. Nie było to tak trudne.
Gdy się tylko odwróciłem, dostałem w twarz.
-pieprzony
dupek -krzyknęła.
Po
wyjściu Sary wziąłem się za szybką wysyłkę.

Czekam na dalszą część <3
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie:
sophigranna.blogspot.com
Pozdrawiam ^^
Zaglądam, zaglądam:)
Usuń